• Wpisów:508
  • Średnio co: 3 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 20:59
  • Licznik odwiedzin:7 867 / 1663 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Kiedy Paweł napisał do mnie:"co robisz kochanie"kochanie NIC nie znaczy!)odpowiedziałam:"wiesz skarbie...siedzę na strychu przy otwartym oknie w piżamce i zastanawiam się czy skoczyć..."skarbie NIC nie znaczy!)...
 

 
1. Imię - Milena
2. Kolor włosów - szatynka
3. Kolor oczu - piwne, ale w dowodzie mam brązowe
4. Obecny wzrost - 167
5. Okulary/szkła kontaktowe - na razie nie, ale już niedługo kujonki na nos
6. Znak zodiaku - strzelec
7. Wiek – 14
8. Rodzeństwo - dwóch młodszych braci
9. Wiek rodzeństwa - Kamil-1,8lat, Tomek 13lat
10. Miejsce zamieszkania - woj. mazowieckie
11. Tatuaże/piercing - kolczyk w wardze
12. Najlepsza przyjaciółka/przyjaciel – Ola
13. Chłopak - chłopak? pff. na co mi? nie potzrbuje drugiej połówki! ja już sama ze sobą tworzę z***bistą całość!
14. Rodzaj pocałunku – namiętny
15. Hobby - muzyka, zwierzęta-jazda konna
16. Jesteś w centrum uwagi, czy podpierasz ściany - jestem w centrum uwagi .
17. Jakim samochodem jeździsz –wole rowerem(mniej szkodzi środowisku, spala kalorie)
18. Jesteś punktualna, czy często się spóźniasz - punktualna
19. Masz pracę - nie
20. Czy lubisz być pośród ludzi- bardzo.
21. Czy kiedykolwiek kochałaś kogoś u kogo nie miałaś szans - raczej byłam bardzo zauroczona.
22. Czy płakałaś przez kogoś płci przeciwnej - tak .
23. Czy jesteś samotna - nie
24. Czy kiedykolwiek bałaś się, że nie weźmiesz ślubu - nie
25. Czy chcesz wziąć ślub - tak
26. Czy chcesz mieć dzieci - tak
27. Pokój – reprezentuję zielony klimat
28. Rodzaj muzyki – reggae
29. Piosenka – Kamil Bednarek- Cisza
30. Wspomnienie – same miłe
31. Dzień tygodnia - środa, czwartek
32. Kolor - zielony
33. Perfumy – diesel
34. Kwiaty - konwalia
35. Miesiąc - Listopad
36. Gazeta – "Kurier Mławski"
37. Płakałaś - tak .
38. Kupiłaś coś - tak
40. Śpiewałaś - tak
41. Powiedziałaś "kocham cię" - Taaak !!!
42. Chciałaś komuś powiedzieć, że go kochasz, ale nie zrobiłaś tego - nie!
43. Poznałaś kogoś nowego - tak
44. Ruszałaś się - tak
45. Przechodziłaś poważną rozmowę - Tak.
46. Piłaś, paliłaś - tak
47. Przytulałaś kogoś - tak
48. Pocałowałaś kogoś - tak
49. Kłóciłaś się z rodzicami - żeby to raz !!!
50. Marzyłaś o osobie, z którą nie możesz być - tak

W przyszłości:

51. Co będziesz robić, kiedy dorośniesz - Będę człowiekiem z marzeniami i aspiracjami, zostanę weterynarzem
52. Gdzie będziesz żyć - Polska
53. Czy chcesz mieć dzieci - jasne
54. Jeżeli tak, to ile - 2
55. Jakbyś je nazwała: - Jas i Małgosia
56. Coca Cola czy Pepsi - Coca Cola
57. Długopis czy ołówek - długopis
58. Wanilia czy czekolada - czekolada
59. Przytulenie czy pocałunek - przytulanie
60. Światło włączone, czy wyłączone - wyłączone
61. Ciemny, czy jasny - jasny
62. Róża czy lilia - lilia
63. McDonald's czy Burger King –McDonald's
64. Sandały czy buty - buty
65. CD czy kaseta - CD
66. Skitells czy M&M's - M&M's
67. Bogaty i nieszczęśliwy, czy biedny i szczęśliwy - biedny i szczęśliwy

Ulubione:

68. Danie - pomidorowa z Pudliszki mmm...pycha!
69. Zespół - East West Rockers
70. Film - Trzy metry nad niebem
71. Program TV – TVN
72. Napój - woda
73. Temat do rozmowy - chłopaki
74. Nauczyciel - wychowawczyni
75. Sklep - H&M, C&A, RESERVED, CROPP, HOUSE, chincol, bazarek
77. Książka – tak
78. Święta – Dzień taniego wina
79. Sport – uni hokej
80. Fast food - KFC
81. Kolor do ubrania - niebieski, czarny, biały, brązowy, szary, beżowy
82. Ulubiona liczba/cyfra - 1,2
83. Smak lodów - truskawka, malina, wanilia, cytryna

Czy kiedykolwiek:

84. Farbowałaś włosy – nie
85. Wdałaś się w bójkę - hahahaha taak
86. Zostałaś w domu na sobotę - tak
88. Miałaś problemy z policją - tak
89. Złamałaś kość - tak
90. Zasnęłaś na lekcji - na fizyce
91. Poszłaś do więzienia - nie
92. Byłaś w szpitalu - tak
93. Pocałowałaś kogoś tej samej płci - tak
94. Zgubiłaś się w wakacje – hahahaha tak
95. Miałaś samochód - nie
96. Pragnęłaś być młodsza lub starsza - tak
97. Paliłaś - tak
98. Piłaś - tak
99. Uważasz, że jesteś atrakcyjna – tak
100. Uważasz, że jesteś fajna - tak
102. Co robiłaś dzisiaj w szkole – odgrywałam rolę dekoracji
103. Co robisz w tym tygodniu – dużo nauki .
104. Co robiłaś w zeszłym tygodniu – nie pamiętam, ostry melanż, było grubo
105. Co zrobisz, jak się to skończy - zapale

Rzeczy, które robiłaś ostatnio:

106. Jadłaś - kanapkę
107. Piłaś - herbatkę
108. Piosenka, którą słyszałaś – Bob Marley One love
109. Program, który oglądałaś - TVN
110. Osoba, którą widziałaś – mama
111. Osoba, która dzwoniła do ciebie - Lachociąg(mój były chłopak, z którym chodzę...sama nie wiem czy chodzę, bo on był wtedy(jak pytał o chodzenie) w stanie nietrzeźwości, a nawet jak był trzeźwy to na pewno trzeźwo nie myslał!)
112. Osoba, do której ty dzwoniłaś -Ola, Paweł(Lachociąg)
 

 
Zakończ rozdział, poczuj ulgę...
 

 
Dr House (o Amber): Przepraszam. Wiem, że nie próbowałem jej zabić. Wiem, że nie chciałem, by coś jej się stało. Wiem, że to był dziwaczny wypadek. Ale czuję się okropnie, a ona umarła przeze mnie.
Dr Wilson: Nie winię cię. Chciałem. Starałem się. Musiałem przejrzeć jej akta ze sto razy, żeby znaleźć na to jakiś sposób. Ale to nie była twoja wina.
Dr House: Więc między nami wszystko w porządku? To znaczy, wiem, że u ciebie nie jest w porządku... Ale może mogę jakoś pomóc.
Dr Wilson: Nie jest między nami w porządku. Amber nigdy nie była powodem, dla którego odchodzę. Nie chciałem ci tego mówić, bo starałem się, jak to zwykle, cię ochronić. I w tym leży problem. Rozsiewasz wokół siebie nieszczęście, bo sam nic innego nie odczuwasz. Manipulujesz ludźmi, bo nie umiesz znieść żadnego normalnego związku międzyludzkiego. A ja ci to ułatwiałem. Przez lata. Gierki, pijaństwo, telefony w środku nocy. To ja powinienem być w tym autobusie. Nie... Ty powinieneś w nim być, sam. Jeśli czegokolwiek nauczyłem się od Amber, to tego, że muszę dbać o siebie. Nie jesteśmy już przyjaciółmi, House. Nie jestem pewien, czy kiedykolwiek nimi byliśmy.


Dr Forman: Przestała mi się mylić lewa strona z prawą, nadal mam problem z pamięcią krótkotrwałą i orientacją w terenie.
Dr House: Nie przesadź!


Pacjent: Przy dalekim wybiciu nie oderwałem pięty. Zabolało, ale grałem dalej. Następnego ranka ledwie wstałem z łóżka. Uśmiecha się pan, więc to nic poważnego? Co to?
Dr House: Proszki przeciwbólowe.
Pacjent: Bierze pan z powodu nogi?
Dr House: Nie, bo są smaczne. Chcesz? Uśmierzą ból pleców. Niestety, masz gorszy problem. Twoja żona ma romans. Jesteś pomarańczowy, durniu! Kiedy żona nie zauważa, że mąż zmienił kolor, to ma go gdzieś. Jesz tony marchwi i witamin? Od marchwi się żółknie, od niacyny czerwienieje. Resztę sobie dośpiewaj i znajdź dobrego adwokata.


Dr Chase: Przy przyjęciu miał wielkie stężenie wodzianu chloranu.
Dr House: To moja sprawka. Musiałem go uśpić. Nie uważa się za chorego.
Dr Cameron: A kto uważa?
Dr House: Jego żona.
Dr Cameron: Czyli kobieta, z którą kiedyś żyłeś?
Dr House: To jej indiańskie imię, ale w papierach ma Stacey.
 

 
Dr Wilson: Pierwszy to powiedziałem.
Dr House: Zaskakująco spokojnie... Tuż po tym, jak przez pół minuty się z tobą droczyłem, a ty nie narzekałeś, ani nie analizowałeś owego droczenia.
Dr Wilson: Zachowywałem się dojrzale.
Dr House: W lawendowej koszuli. Z jakiegoś powodu jesteś szczęśliwy.
Dr Wilson: Jak śmiesz?
(...)
Dr House: Nosisz tę koszulę dla kogoś.
Dr Wilson: Dla Departamentu Zdrowia. Krzywo patrzą na onkologów w topless.


Dr Wilson: Po co wypożyczać pornosy? W sieci ich pełno.
Dr House: Zależy mi na drugiej płycie z komentarzem reżysera.


Dr House: Podzielmy się nim.
Amber: Wilsonem?
Dr House: A mamy jakieś inne dziecko?


Dr House: Pomysły to nie surowce wtórne. Chce czegoś nowego i błyszczącego, albo starego ale odpicowanego z nowym objawem.Delirium Encefolopatyczne, Pelagra.
Dr Forman: Niedobór niacyny to norma u alkoholiczki.
Dr House: Niesamowite, zgadza się ze mną.


Dr House: Postrzeliłeś faceta, który sprzedał jej broń?
Jack Moriarty: Zamknęła się w garażu i odpaliła samochód.
Dr House: Postrzeliłeś gościa, który sprzedał wam autopilot do garażu?


Dr House: Potrzebuję choroby genetycznej.
Dr Wilson: Jestem pewien, że nosisz w sobie kilka.


Dr Chase: Powinieneś zaprosić doktora House'a.
Brandon: Przyjdzie?
Dr Chase: Nie, ale przyśle prezent.


Dr House: Przełączcie okienka, szef przyszedł.
Dr Taub: To nie porno, to nowy pacjent.
Dr House: Szkoda.


Dr House: Przepraszam. Na chybił trafił wybierz negatywny epitet, a z pewnością będzie do mnie pasował. Jestem taki z konkretnego powodu. Odczuwam ból, który w dobre dni jest nie do zniesienia, a w złe odbiera chęć do życia. Nie mówię, że rozegrałem to dobrze. Przeciwnie, zrobiłem źle.
Tritter: Wiem, że te słowa nie przeszły ci łatwo przez gardło. Nawet jeśli były nieszczere.
Dr House: Przepraszam! Możesz mi zrobić test z wykrywaczem kłamstw.
Tritter: Na pewno go przejdziesz, ale nie obchodzą mnie twoje słowa, tylko czyny. Do zobaczenia na rozprawie.


Dr House: Przepraszam, nie chciałem przeszkodzić.
Sędzia Davis: Nie gniewa się pan, że kontynuowaliśmy bez pana?
Dr House: Przeprosiłem, sarkazm jest niepotrzebny.
 

 
Dr House: Było jasne, że strzelisz w problemy moczowe.
Dr Foreman: PFO to schorzenie serca.
Dr House: Tak? Więc jasne jest, że nie będziesz podejrzewał problemów z moczem. Tak cię zawstydzają twoje stare problemy moczowe, że nie tkniesz tego tematu... Dajże spokój. Nocowałeś u Bobby'ego Samsona...
Dr Foreman: Nie zmoczyłem łóżka, rozlałem napój.
Dr House: Nie wierzymy w to, Eric. Nigdy w to nie wierzyliśmy.


Eve: Pańska opowieść – czy jest prawdziwa?
Dr House: W stosunku do kogoś tak.
Eve: Ale nie pana?
Dr House: Takie rzeczy zdarzają się ludziom, co za różnica, czy mnie.
Eve: Nie ma ich w tym pokoju.
Dr House: Są tam – lekarze, prawnicy, listonosze. Jednym się wiedzie, innym nie. Oprzesz całe życie na tym, z kim się znalazłaś w pokoju?
Eve: Oprę tą chwilę na tym, z kim się znalazłam w pokoju. Na tym polega życie – jest ciągiem pokojów. To, z kim w nich przebywamy konstytuuje nasze życie.


Dr House' (podczas rezonansu do pacjenta): Patrick, udawaj że twoja noga to pianino.
Patrick: Noga to nie pianino.
Dr House: Dlatego powiedziałem „udawaj”... (szeptem do Foremana) To matoł!


Dr Chase: Pewnie złapał enterowirusa, od któregoś z dzieci. Wymioty zmieniły skład elektrolitów, to wywołało arytmię, a ona zawał i świąd stóp.
Dr House (wstaje i sięga po kopertę): Nie.
Dr Chase: Tylko tyle – „nie”?
Dr House: Już powiedziałem za dużo.
Dr Foreman: To nie jest gra.
Dr House (pisząc coś do koperty i zakrywając przed asystentami): Nie. Ale może nią być.
Dr Foreman: Co piszesz?
Dr House: Nic.
Dr Chase: Jeśli znasz diagnozę...
Dr House: Nie nauczycie się pływać, dopóki nie wrzucę was bez dmuchanych rękawków między rekiny. (Zakleja kopertę).
Dr Cameron: Nie możesz wiedzieć, co mu jest po jednym zetknięciu z papierami.
Dr House: Wy nie możecie. Czym jest gra bez reguł? Nie wolno gryźć i podstawiać nóg. Daje wam jedno podejście i czas do lunchu. Powinien jeszcze żyć, jeśli umrze – ta gra jest bardzo okrutna. (Wstaje i przyczepia kopertę na tablicy).
 

 
Dr Foreman: Oczekujemy od członków rodziny podejmowania decyzji, których sami nie jesteśmy w stanie podjąć mimo wieloletniego doświadczenia.
Dr Cameron: To mój artykuł!


Dr Wilson: On każdego roku leczy tysiące ludzi, a ty ilu? 30?
Dr House: McDonald karmi lepiej niż matka, bo robi więcej hamburgerów?
Dr Wilson: A, rozumiem! Więc nienawidzisz go, bo życia, które on ratuje, nie są aż tyle warte, co te, które ty ratujesz.
Dr House: Tak, o to właśnie chodziło. Nobel wynalazł dynamit. Nie przyjmę pieniędzy zbrukanych krwią.


Dr House: Operowałabyś swoją matkę?
Studentka: Oczywiście, że nie. Byłabym zbyt podenerwowana, nie mogłabym być obiektywna.
Dr House: Więc dlaczego upieracie się, żeby traktować każdego pacjenta jak członka rodziny?


Dr House: Oszczędzam na psychiatrach, bo mnie analizujesz za darmo.
Dr Cuddy: Jeśli zechcesz pójść do psychiatry, sama opłacę wizytę, albo urządzę zbiórkę w szpitalu.
 

 
Dr Foreman: Nie możemy jej wiecznie unikać.
Dr House: Chyba że umrze... Na pewno nie ma raka piersi?


Dr House: Nie musiałem bić twojego gońca. Mogłem ruszyć hetmanem na D6, omijając przeszkodę. Potem wieżę na E8, atakują pionka przy królu. Straciłbym na wymianie figur, ale wygrałbym partię. (Wstaje i zaczyna wychodzić).
Nate: Wiem. (House obraca się zaskoczony). Blefowałem. I dlatego... przegrałeś. (House odwraca się i wychodzi).
Dr House (pod nosem): Gnojek.


Dr House: Nie muszę tego oglądać. Z tej miny psiaka wiem, że przysadka jest zdrowa. Sam to powiesz, czy ja muszę?
Dr Taub: Miałeś rację co do sterydów. Jesteś geniuszem.
Dr House: Następnym razem się wczuj.


Dr Cuddy: Nie przepisujesz lekarstw na podstawie domysłów. Przynajmniej nie powinniśmy tego robić od czasów Tuskeegee i Mengele.
Dr House: Przyrównujesz mnie do nazisty? (Z zachwytem) Fajnie...


Dr Cuddy: Nie utrzymasz swojej reputacji, unikając pracy; klinika jest częścią twojej pracy. Chcę, żebyś ją wykonywał.
Dr House: Tak, ale jak mawiał filozof Jagger: „Nie zawsze możesz dostać to, czego chcesz”.


Dr Foreman: Nie widzicie niczego dziwnego w przestrzeni płynowej?
Dr House: O Boże. To Maryja Dziewica!
 

 


Dr House: Nie jesteś moją matką, nie musisz sprawdzać, co ze mną.
Dr Wilson: Jak się czujesz?
Dr House: Nienajgorzej. Zważywszy, że uświadomiłem sobie, że jestem więźniem.
Dr Wilson: To piękne, nowe skrzydło zbudowano, bo nowy program odwykowy działa.
Dr House: Błąd logiczny. Dzięki temu skrzydłu istnieje, bo kilku bogaczom wydaje się, że działa. Chcą wierzyć, że da się kupić lepszy świat. To wysublimowana rozpacz, niech inni się w niej pogrążą.
Dr Wilson: Nawet nie spróbuję zrozumieć.
Dr House: To bez sensu. Slogany i komunały bez znaczenia.
Dr Wilson: Sens wymaga czasu, wysiłku…
Dr House: A co ja robię?
Dr Wilson: Jesteś tu dopiero dwa dni! Wszyscy wiemy, jak bardzo cierpisz. Leczysz się, żeby pokonać nałóg i żyć normalnie…
Dr House: Nawiązać romans z terminalną pacjentką i zamieszkać w hotelu.
Dr Wilson: Jesteś tchórzem! Znajdujesz wady u innych, bo się boisz przyglądnąć sobie.
Dr House: Dzięki, zabrakło mi komunałów. Idź już.


Dr Wilson Nie lubisz jej, bo jest psychiatrą.
Dr House: Jestem skomplikowanym człowiekiem. Nienawidzę jej z wielu powodów.
Dr Wilson: Nigdy wcześniej nikt nie oczerniał tak zawodu, którego sam tak desperacko potrzebował.
Dr House: Ty dość często pojeżdżasz z prostytutek...


Dr Wilson: Nie ma pan raka. Sprawdziłem wyniki dwa razy.
Pacjent: Nie rozumiem.
Dr House: Odjazd!
 

 
Dr Cameron: Na onkologii leży dziewczynka. Nad łóżkiem ma zdjęcie Jeffa.
Dr Chase: Mickey Mantle był alkoholikiem. W końcu zrujnował swój własny dom.
Dr Cameron: Nie zmienił się pod względem fizycznym.
Dr Chase: Bierzemy leki, żeby pomogły nam zasnąć, obudzić się.
Dr Cameron: Nie zrobisz kariery tylko dlatego, że potrafisz prawie nie spać.
Dr Foreman: Naprawdę? A byłaś może kiedyś, no nie wiem, na akademii medycznej?
Źródło: sez. II, odc. 6, Sportowiec
Dr Wilson: Na pewno postępujesz słusznie?
Dr House: Mam kilka świetnych usprawiedliwień.


Stacy: Nasz związek to nałóg.... jak....
Dr House: Dobre prochy?
Stacy: Nie... jak curry vindaloo.?
Dr House: Dobra.
Stacy: Wyjatkowo pikantne curry z papryką chilli.
Dr House: Wiem, co to jest.... Raczej nie uzależnia.
Stacy: Jesteś zgryźliwy i wkurzajacy, przesadzasz. Podobnie vindaloo, miłośnik curry może przymknąć na to oko, ale wczesniej czy później ma dość, bo mu przepala podniebienie. Potem jednak budzi się rano i myśli sobie... Boże, jak bardzo chciałby zjeść curry.


Dr Wilson: Nie chcesz, by twoja noga była zdrowa.
Dr House: Zaczyna się...
Dr Wilson: Gdybyś miał dobre życie, gdybyś był zdrowy, nie miałbyś powodu, aby być wrednym, nie miałbyś powodu, by nienawidzić życia.
Dr House: Jest luka w twoim wywodzie. Jeśli lubię nienawidzić życie, to wcale go nie nienawidzę, tylko się nim cieszę.
Dr Wilson: Nie powiedziałem, że to racjonalne. Test na HIV daje prawidłowy wynik w 99 procentach, co znaczy, że żyją ludzie, których test był pozytywny i którzy egzystują w beznadziei przez miesiące czy lata, zanim dowiedzą się, że są zdrowi. Paradoksalnie reagują nie radością, a gniewem. Wpadają w depresję. Nie dlatego, że chcieli umrzeć, ale dlatego, że dzięki chorobie na nowo zdefiniowali siebie. I nagle to, co ich stworzyło, okazuje się nieprawdziwe.
Dr House: Nie zdefiniowałem siebie z powodu nogi.
Dr Wilson: Nie, poszedłeś krok dalej. Jedyny sposób, dzięki któremu mogłeś poradzić sobie ze swoim kalectwem, to wmówienie sobie, że ono nic nie znaczy. Więc zredefiniowałeś wszystko. Odrzuciłeś to, co fizyczne. Wszystko, co nie jest zimne, skalkulowane, zintelektualizowane.


Dr Cuddy: Nie chcę wiedzieć, jak uzasadniasz strzelanie do zwłok.
Dr House: Ze strzelaniem do żywych jest więcej formalności.


Cuddy: Nie gap się na mój tyłek, kiedy nie patrzę. Nie wpadaj do knajp na moje randki. Nie fantazjuj o mnie pod prysznicem. Ten statek dawno odpłynął. Zapomnij o nim.
Dr House: Dalej mówisz o swoim tyłku? To nie statek, tylko super tankowiec!
 

 
Dr Wilson: Może przystaw sobie pistolet do głowy.
Dr House: Twoje sumienie krwawi bardziej niż moja głowa... SMS. Serce pacjentki stanęło. Ojej...
Dr Wilson: Naraziłbyś pacjentkę z powodu...
Dr House: Jeśli cię to zatrzyma... Twoja przyjaźń znaczy dla mnie więcej niż ta pacjentka.
Dr Wilson: Każdy z nas musi zrobić to, co jest dla niego dobre.
Dr House: Jasne. Tylko mnie to przyjdzie łatwiej.


Dr Foreman: Możemy to zrobić, jeśli chcesz zignorować cała naszą dyskusję.
Dr House: Brzmi nieźle.


Dr Foreman: Możemy trzymać się medycyny?
Dr House: Jak najbardziej. Po prostu mi to schlebia. Najwyraźniej przez kilka tygodni przeszedłem na stronę światła. Znaczy się, albo to, albo sprzedałeś swoją duszę.
Dr Foreman: Uwiądowe czopy zatorowe mogłyby...
Dr House: Dostałeś podwyżkę? Bo jak tak, to jesteś dziwką. A może nie dostałeś? Bo jeśli nie, to jesteś głupią dziwką.


Dr Foreman: Mówi, że nie ma tej choroby. Bez rozpoznania już by nie żyła.
Dr House: Oni [Żydzi] zabili Pana Jezusa, a ty im wierzysz?


Dr Cuddy: Musimy porozmawiać.
Dr House: Cokolwiek powiesz czy zrobisz, i tak się wykręcę.
Dr Cuddy: Jak mogę ci to uatrakcyjnić?
Dr House: Jak uczynić niebo zielonym, wysokie niskim… Nie zrobisz nudziarstwa ciekawym.
Dr Cuddy: Zapłacę ci dziesięć dolarów za każdego pacjenta zdiagnozowanego bez dotykania. A ty mi za tych, których dotkniesz.
Dr House: To ma być dla mnie gra? Z czego wnioskuję, że dla ciebie nie jest.
Dr Cuddy: Nie.
'Dr House: Myślisz, że obcując z ludźmi odnajdę w sobie człowieczeństwo?
Dr Cuddy: Tak.


Dr House: Muszę odebrać. Jestem lekarzem, a kiedy ktoś dzwoni do mnie trzy razy, to znaczy coś w stylu: „Odbierz ten cholerny telefon, zanim ktoś umrze”.
Policjant: Z pewnością są inni mądrzy lekarze.
Dr House: Zdziwiłbyś się.


Georgia: Myślę, że powinien pan zbadać mi serce (rozpina bluzkę).
Dr House(z niesmakiem): Nie, to chyba nie będzie konieczne...


Dr Wilson: Myślisz, że był martwy?
Dr House: Z pewnością miał te wizje, a były one... Osobiście wolę myśleć, że białe światło, które czasem widzą konający, wizje tego pacjenta - to chemiczne reakcje w gasnącym mózgu.
Dr Foreman: Wolisz tak myśleć?
Dr House: Nie ma na to dowodów. Mój wybór pozbawiony jest praktycznych konsekwencji. Wybieram wersję, z którą lepiej się czuję.
Dr Cameron: Wolisz wierzyć, że potem nic nie ma?
Dr House: Wolę wierzyć, że życie nie jest tylko sprawdzianem.


Dr House: Na arogancję trzeba sobie zasłużyć. Powiedz mi – czym zasłużyłeś na swoją?
Nate: Ja potrafię chodzić.
Dr House: Ja nie krwawię z fujarki.
 

 
Dr House: Masz pasożyta.
Pacjentka: Tasiemca?
Dr House: Połóż się i podciągnij bluzkę. Opuść ręce.
Pacjentka: Można coś na to poradzić?
Dr House: Tylko przez miesiąc, a potem usunięcie jest nielegalne.
Pacjentka: Nielegalne?
Dr House: Bez obaw. Wiele kobiet przywiązuje się do swojego pasożyta. Daje mu imię, ubiera i pozwala się bawić z innymi pasożytami. Ma twoje oczy.


Dr Foreman: Masz pieniądze na lunch?
Dr Chase: Na grzanki z pietruszką.


Dr House: Masz pojęcie na co byś się naraziła sypiając ze mną? Na 90 procent wylądowalibyśmy oboje w więzieniu.
Ally: Mówisz tak tylko po to, żebym odeszła.
Dr House: Mówię tak, bo to prawda. Oboje wiemy dobrze, że należysz do Wiktora. (po chwili) Jest jakiś Wiktor w twojej klasie? Jeśli zwiążesz się z kimś starszym, będziesz tego żałować. Może nie dziś, może nie jutro, ale wkrótce to nastąpi. I będziesz cierpieć przez resztę twojego życia.
Ally: Co z nami będzie?
Dr House: Zawsze będziemy mieli Fresno. Nie jestem dobry w byciu szlachetnym, ale niewiele trzeba by zauważyć, że problemy dwojga małych ludzi nie są wiele warte w tym zwariowanym świecie. Pewnego dnia to zrozumiesz. Już dobrze, dobrze... Uszy do góry!


Carmen Electra: Mogę z powrotem założyć spodnie?
Dr House: Wolałbym nie.


Dr Foreman: Moglibyśmy ją przywiązać do stołu.
Dr House: Makabryczne i prymitywne. Podoba mi się.


Dr Foreman: Moja wczorajsza partnerka też krzyczała. Mamy ją zbadać?
Dr House: Skądże, to nie szpital weterynaryjny!


Dr Chase: Może pójdziemy gdzieś indziej?
Dr House: Cuddy kazała mi pracować tutaj.
Dr Cuddy (wchodzi do przychodni): Nie! Powiedziałam – pracuj u siebie, albo tutaj.
Dr House: U siebie nie mogę...
Dr Cuddy: To twój genialny plan? Dezorganizować pracę szpitala, aż zmienię wykładzinę na starą?
Dr House: Chytre! Ściągnąłem to z filmu o Bondzie. (krzyczy do asystentów) Rozmaz kału!
Dr Cuddy: Wynoś się!
Dr House: Zmieniłaś wykładzinę?
Dr Cuddy: Nie! Wynocha!
Dr House (ponownie do asystentów): Możemy obejrzeć próbkę kału?
Dr Foreman: Pojemnik dałem rodzicom, chłopak ma zaparcie.
Dr Cuddy (do House'a): Rób co chcesz, nie zmienię wykładziny!
 

 
Dr Wilson (czyta list, który Georgia zostawiła House'owi): „Lekarz władający magicznymi mocami. Mogłabym się o niego ocierać godzinami. Męski tors, brodata szczęka. Wszystko to sprawia, że przed nim klękam”.
Dr House: Oddział psychiatryczny jest piętro wyżej.
Dr Wilson: „O, House, twe wspaniałe imię. Zawróci w głowie każdej dziewczynie.” Nieźle jak na 82 lata. Kazała mi to oddać swojej prawdziwej miłości.
Dr House: Co mogę powiedzieć? Bezzębne kobiety mnie kręcą.
Dr Wilson: To obrzydliwe.
Dr House: To już age'izm.
Dr Wilson: Lepiej uważaj na tę ślicznotkę.


Dr Foreman: Lepiej wyjdźmy.
Dr Cameron: Jeszcze nic nie powiedział.
Dr House: Przy okazji czuje się dobrze, dzięki że pytasz!


Dr Cameron: Macamy na ślepo, chodźmy do House’a.
Dr Foreman: Załatwmy to sami.
Dr Cameron: Oszczędźmy czas, Derek jest jego pacjentem.
Dr Chase: Waży się życie House’a. Akurat ty mogła byś mu odpuścić.
Dr Cameron: Pacjent wchodzi w ogień ratować obcych ludzi, nie wpędził się w tą chorobę. House sam jest sobie winien, przez lata był świętą krową.
Dr Foreman: W tej chwili ma ważniejsze sprawy na głowie.


Dr Cameron (o pacjentce): Mamy krwawienie z odbytu.
Dr House Wszyscy?


Student: Mamy wiedzieć, jak szybko węże mogą odtwarzać swój jad?
Dr House: Nie. Chyba że macie pacjenta, który został przez nie pogryziony. Wtedy to może się przydać.


Dr Chase: Mamy zdiagnozować trupa?!
Dr House: Wyleczymy ją...
Dr Cameron: Ze śmierci?! (House zaczyna się złowieszczo śmiać).
Dr House: Nie sądzę.


Dr House: Masz alergię. Można ją kontrolować przez antyseptyki. Bierz pigułkę dziennie.
Mandy: Pigułki?
Dr House: Nie lubisz połykać? Nie dziwi mnie to. Zapomnij o pigułkach, dam ci spray do nosa.
Mandy: Sterydy? Może mi pan dać coś innego?
Dr House: Cóż, jeśli mieszkasz nad rzeką, polecam worek.
 

 
Dr House: Konsultacja!
Dr Cuddy: Zgodziłam się na biopsję.
Dr House: Potrzebuję endokrynologa.
Dr Cuddy: Dyżur ma Benet.
Dr House: Nie odbiera. Telefon mu się zepsuł.
Dr Cuddy: Mój działa.
Dr House: A akta?
Dr Cuddy: Podejrzewasz przełom tarczycowy. Hormony?
Dr House: Niskie TSH. Czyżbym słyszał ogień w kominku?
Dr Cuddy: Nie. Enzymy CPK?
Dr House: Podwyższone. Jak ktoś pali dla siebie, to się tego nie wypiera. On tu jest?
Dr Cuddy: CPK nie dość wysokie. Sód w normie, biorąc pod uwagę...
Dr House: O mój Boże! Nie masz stanika!
Dr Cuddy: To nie tarczyca.
Dr House: Dopiero go poznałaś!
Dr Cuddy: Lubię go i lubię seks. Mam sobie przyszyć szkarłatną literę?
Dr House: Lepiej wykupić reklamę w gazecie.
Dr Cuddy: Lubisz mnie? Dopiero, co rozmawiałam z Benetem. Jego telefon działa. Ty mnie zawsze unikasz, a teraz nagle wszystko konsultujesz, dlatego, że jestem na randce.
Dr House: Zauważyłem u niego...
Dr Cuddy: Dziwne uczesanie, to świętoszek. Dziwnie mruga lewym okiem, więc jest maminsynkiem. Mam to w nosie. Ktoś mógłby chcieć mi dziś przeszkadzać tylko z dwóch powodów: albo jest altruistą i się o mnie martwi, albo chce mnie dla siebie.
Dr House: Zapominałaś o trzecim powodzie: ktoś jest wrednym draniem, który nie chce szczęścia innych.
Dr Cuddy: Dobranoc.


Starszy mężczyzna: Kończy się moja podróż.
Dr Cameron: Nie zasłużył pan na śmierć w męczarniach. Nie będę na to patrzeć.
Starszy mężczyzna: Musisz mnie zapamiętać!
Dr Cameron: Zapamiętam pana.
Starszy mężczyzna: Dlaczego.
Dr Cameron: Bo jest pan sympatyczny.
Starszy mężczyzna: Skąd wiesz? Nie znasz mnie.
Dr Cameron: Kimkolwiek pan jest, musiał się pan odcisnąć w czyjejś pamięci.
Starszy mężczyzna: Nie mam rodziny ani przyjaciół, nie miałem nawet prawdziwej pracy. Jeśli umrę spokojnie, będę zwykłym pacjentem. A jeśli umrę w cierpieniach…
Dr Cameron: To będzie straszne. Niech pan tego nie robi.
Starszy mężczyzna: Chcę umrzeć ze świadomością, że coś się zmieniło, bo tu byłem.


Dr Cameron: Kto to był?
Dr House: Angelina Jolie. Nazywam ją mamą, uważa, że to seksi.


Dr Wilson: Ładujesz czasem baterie w telefonie?
Dr House: To tak można? Ciągle kupuję nowe.


Jack Moriarty: Który z was to Dr House?
Dr House: Ta szczupła brunetka.
Jack Moriarty: To Dr Cameron.
Dr House: Ja jestem szczupły. Skąd wiesz, kim ona jest?
Jack Moriarty: Jestem twoim dawnym pacjentem.
Dr House: No dobra, czekoladki zostaw na stole. (Moriarty wyciąga broń i strzela do House'a).


Jeffrey Reilich: Leczycie go na obie choroby?
Dr Foreman: Musimy sprawdzić wszystkie możliwości.
Jeffrey Reilich: Rzucicie wszystko na ścianę i sprawdzicie, co się przyklei?
Dr Chase: Sprawdza się przy spaghetti.
 

 
Dr Wilson: Jeśli chcesz dokopać się do przyczyny, to świetnie ci wychodzi: nie gadaj z ludźmi, których to dotyczy. Odciągnij swojego kumpla od pracy dla niepotrzebnych spekulacji.
Dr House: Chcesz wiedzieć, jak dwa pierwiastki reagują na siebie. Pytasz się je o to? Nie, będą kłamać jak na chemikalia przystało. Wrzucasz je do probówki i podkręcasz gaz.
Dr Wilson: Boże! Nawet ja cię nie lubię.
Dr House: Wiesz, słowa potrafią ranić.


Chirurg: Jeśli chcesz oglądać c*pki, wejdź na internet!
Dr House: Za drogo!


Dr Chase: Jeśli ona nigdy nie całowała się z chłopakiem, to zakładam się, że seksu też nie uprawiała.
Dr House: Powiedz to wszystkim dziwkom, które nie chciały mnie całować w usta.


Dr House: Jeszcze nie zrobiłem jej badania MUGA-scanem.
Dr Wilson: Więc skąd wiesz, że potrzebuje przeszczepu?
Dr House: To moja dzisiejsza aura. Mówi, że ktoś mi bliski będzie miał złamane serce.


Dr Foreman: Jeżeli to ja mam rację, antybiotyki, które przepisałeś, mogły zablokować jego nerki i wątrobę, spowalniając system immunologiczny w zwalczaniu wirusa. To mogło go zabić.
Dr House: Cóż, to mogłoby być ciekawe. 50 dolców?
Dr Foreman: Chcesz się zakładać o wyzdrowienie pacjenta?
Dr House: Uważasz, że to przynosi pecha? Uważasz, że Bóg go sprzątnie z powodu naszej znieczulicy? Cóż, jeżeli tak uczyni, zarobisz szybko pięćdziesiątkę.


Dr House: Każdy człowiek jest nieszczęśliwy. Nie można tego zmienić, bo nie zmieniają się ludzie.
Cate: Chciałbyś w to wierzyć, bo wtedy uwalniasz się od odpowiedzialności za swoje nieszczęście.


Dr Cuddy (o Wilsonie): Kiedy ostatnio z nim rozmawiałeś?
Dr House: To chyba było wtedy... Kiedy umarła jego dziewczyna? Chciał być sam. Rozważałem możliwość bycia potwornym wrzodem na d***e, ale nie chciałem włazić na twoje terytorium.


Dr House: Kilka różnych diagnoz proszę. Na miejsca, gotowi...
Dr Foreman: Cóż, te halucynacje...
Dr House: Whoa! Wstrzymaj się... Moment... I start!


Nate (do House'a, który wchodzi z szachownicą): Kim jesteś?
Dr House: Doktor O'lasce!
 

 
Dr House: Jestem dr House.
Andie: Widziałam pana.
Dr House: Mama ci mówiła, że spróbujemy?
Andie: Mniej więcej.
Dr House: Jutrzejsze badanie potrwa dziesięć godzin. Jesteś w takim stanie, że możesz nie przeżyć.
Andie: Mama dużo o tym czytała.
Dr House: A co ty na to? Gdyby mierzyć dojrzałość czasem jaki pozostał, a nie przeżytym, ty powinnaś decydować.
Andie: Nie mam wyboru.
Dr House: Jeden masz.
Andie: Chcę wyzdrowieć.
Dr House: Masz złośliwy nowotwór. Jeśli naprawię ten problem, zyskam rok. Rok takiego życia. Wielu by go nie chciało, wolało by zakończyć mękę.
Andie: Pan pyta, czy chcę umrzeć?
Dr House: Nikt tego nie chce. Ale ty umrzesz, pytanie tylko – jak, ile wycierpisz? Pytam, czy chcesz, żeby to się skończyło?
Andie: Co pan powie mamie?
Dr House: Podam dziesięć medycznych powodów, dla których nie można wykonać procedury.
Andie: Nie opuszczę jej, bo jestem zmęczona.
Dr House: Ale nie możesz żyć tylko dla niej.
Andie: Jestem jej potrzebna.
Dr House: To twoje życie. Nie myśl tylko o niej.
Andie: Kocham ją.


Dr Cuddy (o Ally): Jest gotowa uprawiać seks z bezkręgowcem!
Dr House: Przestań, nie jesteś aż tak brzydka.


Dr Foreman: Jestem pod wrażeniem.
Dr Cameron: Dziękuję, jestem do tego stworzona.
Dr Foreman: Mam na myśli Chase'a.
Dr Cameron: To znaczy?
Dr Foreman: On nie interesuje się tobą fizycznie. Ma do ciebie czysto zawodowy stosunek, szanuje cię jako koleżankę oraz lekarza, a jednak nie umie patrzeć na ciebie, nie myśląc o seksie.
Dr Cameron: Bo zapytałam, jaki rodzaj seksu mógłby zabić?
Dr Foreman: Teraz masz nad nim całkowitą kontrolę.


Eve: Jestem przeciwna zabójstwu. Pan jest za?
Dr House: Zasadniczo nie?
Eve: Tylko niechcianych dzieci?
Dr House: Tak. Kłopotem z wyjątkami od reguł jest wyznaczanie granic. Może warto by zabić drania, który ci to zrobił, ale gdzie jest granica – których drani wykończyć, a którym pozwolić dalej być draniami. Spór o aborcję jest prostszy. Można się o kłócić o trymestry, zarodki, ale jest jedna ostra granica – narodziny. Moralnie nie ma znaczenia, praktycznie – ma ogromne.


Dr House: Jesteś martwa.
Amber: Wszyscy umierają.
Dr House: Czy ja jestem martwy?
Amber: Jeszcze nie.
Dr House: Powinienem być.
Amber: Czemu?
Dr House: Ponieważ życie nie powinno być czymś przypadkowym. Ponieważ samotne, stroniące od ludzi, ćpuny powinni ginąć w wypadkach autobusów, a młode, zakochane osoby, które są wyrywane z łóżka w środku nocy, powinny wychodzić z nich cało.
Amber: Użalanie się nad sobą nie jest do ciebie podobne.
Dr House: Uciekam od odrazy wobec siebie i od autodestrukcji. Wilson mnie znienawidzi.
Amber: Tak jakby sobie zasłużyłeś.
Dr House: To mój najlepszy przyjaciel.
Amber: Wiem. (szeptem) Co teraz?
Dr House: Zostanę tu z tobą.
Amber: Wysiądź z autobusu.
Dr House: Nie mogę.
Amber: Dlaczego?
Dr House: Ponieważ... tu nic nie boli. Ja nie... Ja nie chcę czuć bólu. Nie chcę być nieszczęśliwy. I nie chcę, żeby on mnie nienawidził.
Amber: Cóż, nie zawsze możesz dostać to, czego chcesz. (Amber podnosi brew ośmielając go. House kiwa głową na znak zgody i wychodzi.)


Dr Wilson: Jesteś nienormalny!
Dr House: Jako były pacjent szpitala psychiatrycznego wypraszam sobie takie określenia.


Dr Cuddy: Jesteś pewien, że ona nie chce zaciągnąć cię do swego legowiska, powiesić do góry nogami i złożyć w tobie jaj?
Dr Wilson: Świetne przebranie, House.

Dr House: Jesteś taką samą medialną dziwką jak on.
Dr Cuddy: Jasne, że jestem. Przecież to niemożliwe, że zgadzam się z nim, bo myślę, że ma rację, a sama chcę, choć w części uczestniczyć w tym, co on robi.
Dr House: Dziwka, która lubi seks, nie przestaje być dziwką.
 

 
Dr Foreman: Jak dla mnie to nieistotne.
Dr House: W Krainie Nudy miałbyś naprawdę spore włości.


Dr House: Jak „im mniej, tym lepiej” to brytyjski sposób na mówienie „nie ma żadnych szans”.
Dr Chase: Jestem Australijczykiem.
Dr House: Macie królową na banknotach; jesteś Brytyjczykiem.


Mickey: Jak ktoś chce się naszprycować, to co kogo obchodzi, jaką substancją?
Dr Taub: Bo niektóre z nich są sprzeczne z prawem.
Mickey: Więc nie masz problemu z tym, że to niemoralne, tylko że nielegalne?


Dr House (do Jacka): Jak rzuciłeś palenie? (do Foremana) Palił dwie paczki dziennie i nagle przestał. (Foreman ignoruje House'a). To my poplotkujmy. Wciąż chodzisz z siostrą z pediatrii? Ona nie jest dla ciebie. Potrzebujesz dziewczyny spokojnej, wyrachowanej, ambitnej – siebie w spódnicy.
Dr Foreman (do Jacka): Doktor zadał ci pytanie.


Dr Chase: Jakbyś się czuł, gdybym zaczął się wtrącać w twoje życie osobiste?
Dr House: Nie cierpiałbym tego. Dlatego przezornie go nie mam.


Dr House (do Jacka): Jakie prochy brałeś?
Dr Chase: Nie musisz teraz odpowiadać.
Jack: Nie mam przed nimi tajemnic. Wiedzą, że ćpałem przed śmiercią rodziców.
Dr House: Sprytne. Przyznać się do starych grzechów, zaprzeczając nowym.
Jack: Jestem czysty. Wychowuję dwójkę dzieci, to by nie było odpowiedzialne.
Dr House: A zwierzanie się ośmiolatkom jest?
Jack: Liczę na szczerość za szczerość.
Dr House: Nadstawić drugi policzek to dobra taktyka w boksie. Dzieci kłamią nie dlatego, że nie ufają, tylko dlatego, że mają coś do ukrycia. (wskazuje na Willy'ego, brata Jacka) Choćby on. Siedzi tu, nic nie robi, a jednak kłamie.
Willy: Nie okłamujemy Jacka.
Dr House: Ukryłeś pałę z ortografii?
Willy: Nie.
Dr House: Z matmy?
Willy: Nie.
Dr House: Bójkę z kolegą z ławki?
Willy: On nie siedzi ze mną.
Dr House (wskazując na ich siostrę, Kamę): Ona pewnie uprawia seks.
Kama: Nie!
Dr House: Jak zaczniesz, będziesz się kryć.
 

 
Dr Foreman: House się odezwał?
Dr Cameron: Nie.
Dr Foreman: Może Cuddy mu odmówi.
Dr Chase: Nigdy nie odmawia.
Dr Cameron: Nieprawda.
Dr Chase: Nikt mu nie odmawia. My też.
Dr Foreman: Ty nie odmawiasz.
Dr Chase: Wróci, postraszy nas, poda siedem powodów i w końcu ulegniemy. Wszyscy, nie tylko ja.


Dr Wilson: I jak ci poszło?
Dr House: Siedzi w niej Bóg. To gorsze od raka.


Dr House: I wracamy do kwestii, dlaczego chcesz mnie?
Eve: Nie wiem.
Dr House: Próbowałaś się zabić, żebym się tobą zajął – musisz mieć jakiś powód.
Eve: Czy wszystko musi mieć powód? Po prostu porozmawiajmy.
Dr House: Masz telefon, zadzwoń do kogoś – przyjaciela, rodziny, na policję. Chcesz pogadać o tym, co cię spotkało?
Eve: Nie.
Dr House: O lekach na chlamydiozę?
Eve: Nie.
Dr House: Naprawdę nie chcesz rozmawiać.
Eve: Chcę.
Dr House: O czym?
Eve: Nie wiem, o czymkolwiek.
Dr House: O pogodzie.
Eve: Na przykład.
Dr House: Zgwałcono cię i chcesz rozmawiać o pogodzie?
Eve: Tak.
Dr House: Nie będę z tobą gawędził o pogodzie.


Dr House: Idiota.
Dr Chase: Bo znalazłem kogoś, kogo kocham?
Dr House: Bo jesteś idiotą. Przynajmniej to macie wspólne.
Dr Chase: Jej uczucia to procesy chemiczne. Ustąpią.
Dr House: Przespałeś się z nią. Masz w mózgu pełno oksytocyny. Myślisz że to przetrwa?


Dr House: Ile masz lat?
Pacjent: Trzydzieści.
Dr House: Nie oglądałeś programów dla nastolatków, „Jeziora marzeń”. Dożyłeś trzydziestki i nie wiesz o kondomach?
Pacjent: Boże, złapałem chorobę weneryczną!
Dr House: Nie, ale złapiesz. Wszystkich, którzy podejrzewają u siebie chorobę wu łączy jedno – uprawiali seks wu na wariata.


Dr House: Ja, Margo Davis, zostałam poinformowana o ryzyku mogącym wyniknąć z powodu mojej odmowy kontynuowania zaawansowanego leczenia. Niniejszym uwalniam...
Margo: Kim pan jest?
Dr House: Pracuję dla szpitala... szpital Princeton-Plainsboro i jego pracowników z odpowiedzialności za wszystkie szkody, jakie mogą być skutkiem mojej odmowy. Nie jest winą szpitala, że mój syn odwali kitę.
Margo: Odwali kitę?
Dr House: Trochę podkolorowałem styl dla większej jasności... Zdaję sobie sprawę, że lekarze oceniają moją decyzję jako kompletnie idiotyczną...
Margo: Dlaczego pan to robi?
Dr House: ... ale myślę, że wiem więcej od nich. Miałam biologię w szkole, zakładam, że tak było. Poza tym lubię kontrolować każdy aspekt życia mojego syna, nawet jeśli to oznacza dla niego śmierć. Podpisz tutaj. Przyniosłem długopis.
Margo: Kim pan jest?
Dr House: Jestem lekarzem próbującym ocalić twojego syna. Ty jesteś matką, która pozwala mu umrzeć. Wyjaśnianie to wspaniała sprawa.
 

 

Dr House: Gdyby skłamanie pacjentowi miałoby uratować jego życie, skłamałabyś?
Masters: Nie.
Dr House: To właśnie kłamstwo. Gdyby babcia dała ci na święta okropny obrusik, powiedziałabyś jej, że ci się podoba?
Masters: Tak, ale to co innego.
Dr House: Czyli kłamiesz, kiedy to bez znaczenia, ale nie wtedy, gdy to ważne. Co ci tak w głowie namieszało?


Dr House: Gdzie jest Foreman?
Wendy: Gdzieś tutaj.
Dr House: Bardzo mi pomogłaś.
Wendy: Wie pan, o której dziś skończy?
Dr House: O którejś.
Wendy: Wiem, że to trudno przewidzieć, ale może choć z grubsza. Zaplanowałam wypad-niespodziankę.
Dr House: Wypad. (Wendy przytakuje) Wypad. Wypad!


Dr House: Gdzie wychodzisz?
Dr Foreman: Jesteś d*pkiem.
Dr House: Wiem. Gdzie wychodzisz?


Sebastian: Gruźlica to moja choroba.
Dr House: Masz ją na własność? Szkoda, że przegapiłem przetarg na chorobę denga. (Tj. wirus odzwierzęcy)


Nate: Hej, doktorze X, wiem, że wypruwasz sobie flaki, próbując mnie ratować...
Dr Foreman: Nie. W porządku.
Nathan: Nie chciałem ci dziękować. Chciałem tylko powiedzieć, że jesteś w tym do bani.
Dr Foreman: Robimy, co w naszej mocy.
Nate: O to mi właśnie chodziło. Wasze „robienie, co w waszej mocy” jest do bani.


Dr House(z wrzaskiem do Wilsona): Hej, Wilson! Idę wycinać oko kalece! Chcesz popatrzeć?
Dr Wilsonradośnie) Jasne!
 

 

Dr Cuddy: Dwunastolatek, wysoka gorączka, zatkany układ oddechowy, zielona plwocina, krótki oddech, ból przy oddychaniu...
Dr House: To zbija z tropu, chociaż zaryzykuję stwierdzenia, że ta choroba to zatwardzenie... zapylenie...?
Dr Cuddy: Ale jego wyniki badań są nieco nietypowe dla zapalenia płuc.
Dr House: Zapalenie! O to chodziło!


Dr Taub (o Housie): Dzwoniłem trzy razy, nie odebrał. Co mamy zrobić?
Dr Cuddy: To, co byście zrobili, gdyby tu był.
Dr Taub: Spytalibyśmy go, co mamy zrobić.


Dr House: Ej, Wilson! Nie mogę znaleźć moich pornosów.
Dr Wilson: A ofiarowałeś znalazcy nagrodę?


Dr House: Foreman – punkcja lędźwiowa i każ Cameron zbadać kał, Chase – przywieź z kloaki jego rzygi.
Dr Chase: Może lepiej ja go zbadam.
Dr House: Chodź, nie będziemy przecież gadać przy służbie.


Dr House : Gdybym powiedział Foremanowi: „Starałeś się, nie wyszło”, co by zrobił?
Dr Wilson: Wróciłby do domu, nie czując się parszywie.
Dr House: Właśnie.
Dr Wilson: Chcesz, żeby się czuł parszywie?
Dr House: Nie. Nie chcę, żeby wrócił do domu.
 

 
Dr House: Dlaczego to robisz?
Dr Cameron: Nic nie robię.
Dr House: Starasz się każdym manipulować.
Dr Cameron: Ludzie... lekceważą mnie. Bo jestem kobietą, bo jestem ładna, bo nie jestem agresywna. Nie powinni lekceważyć mojego zdania dlatego, że mnie nie lubią.
Dr House: Lubią cię. Wszyscy tutaj cię lubią. (Zaczyna odchodzić).
Dr Cameron: A ty? Muszę wiedzieć.
Dr House: Nie.


Dr Wilson: Dlaczego tu jesteś?
Dr House: Żeby nie być w szpitalu.
Dr Wilson: To park do joggingu. Ty nie biegasz, nie możesz.
Dr House: Obserwuję biegaczy. Siedzę, patrzę i wyobrażam sobie.


Dr House: Długo będziesz zwodził siostrę Lasencję, twoją flamę?<
Dr Foreman: Za dwadzieścia metrów ta rozmowa się skończy.
Dr House: Po tej asystenturze Cameron znajdzie kogoś, Chase osiem kogosiów, a ty zostaniesz sam.
Dr Foreman: Dziesięć metrów.
Dr House: Podlegasz teorii Darwina. Musiałeś walczyć o wszystko, partnerka będzie dla ciebie ciężarem.
Dr Foreman: Wciąż z nią jestem.
Dr House: Bo nie dała ci pretekstu do zerwania, a ty boisz się uświadomić sobie własną sytuację.


Dr House: Doktor House, chyba się nie znamy.
Dr Conway: Doktor Conway. Słyszałem pana nazwisko.
Dr House: Jak większość... To angielski rzeczownik.


Dr Cuddy: Dr Sebastian Charles upadł podczas prezentacji w Stoia Tucker.
Dr House: Serio? Pod ciężarem własnego ego?
  • awatar Gość: Your pictures look great !!! my website - http://onlinesmpt200.com
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Dr Cameron: Dlaczego pan chce cierpieć?
Starszy mężczyzna: Dałem słowo.
Dr Cameron: Komu?
Starszy mężczyzna: Ojcu. Powiedział, że umrę samotny i nieszczęśliwy.
Dr Cameron: To nie obietnica. Zresztą, on nie żyje, a jeśli żyje – wszystko mu jedno.
Starszy mężczyzna: Dlaczego pani mąż musiał cierpieć?
Dr Cameron: Skąd pan wie o moim mężu.
Starszy mężczyzna: Po prostu wiem.
Dr Cameron: Musi pan umrzeć w męczarniach, bo obiecał to ojcu?
Starszy mężczyzna: Jeśli powiem „tak”, dam dowód swojej niepoczytalności i będziecie mnie leczyć na siłę.
Dr Cameron: Pielęgniarka powiedziała o moim mężu?
Starszy mężczyzna: Nie.
Dr Cameron (woła pielęgniarkę): Siostro!
Starszy mężczyzna: Tak!
Dr Cameron (do pielęgniarki): Już nic.
Starszy mężczyzna: Przepraszam, chciałem panią nastraszyć.
Dr Cameron: Dlaczego?
Starszy mężczyzna: Chcę, żeby mnie pani zapamiętała. Ktoś musi o mnie pamiętać.


Eve: Dlaczego pan wciąż to robi – pyta, dlaczego ja pytam, zamiast odpowiedzieć.
Dr House: Odpowiedź jest nieciekawa. Nie obchodzi mnie, co on czuje, tylko co ty czujesz.
Eve: Naprawdę?
Dr House: Przebywam w pokoju z tobą. (po chwili) Dlaczego mnie wybrałaś?
Eve: Jest w panu coś takiego, jakby pan też cierpiał.
 

 
Dr Cuddy: Dlaczego House jeździ limuzyną?
Dr Cameron: Nie wiem.
Dr Foreman: Nie chcę wiedzieć.
Dr Chase: Nie... obchodzi mnie to?


Dr Cameron: Dlaczego ludzie się modlą?
Dr House: Wierzysz w boga?
Dr Cameron: Nie
Dr House: Argument mnie powalił.
Dr Cameron: By powiedzieć Bogu, że jest wspaniały? Już to wie!
Dr House: Porównujesz mnie do Boga? Niczego nie stworzyłem.
Dr Cameron: Chcę być wdzięczna za to, co dostaję.
Dr House: Jesteś najbardziej naiwną ateistką, jaką znam.
Pielęgniarka: Pacjentka w jedynce.
Dr House: Dzięki Bogu. (odchodzi kilka kroków) Ludzie się modlą, aby Bóg nie rozgniótł ich jak robaka. Ja cię nie rozgniotę.


Dr House: Dlaczego mi ufasz?! To irracjonalne.
Eve: Jak wszystko.
Dr House: Świat jest racjonalny.
Eve: Zgwałcono mnie. Jaki to miało sens?
Dr House: Jesteśmy samolubnymi, prymitywnymi bestiami. Ponieważ mamy mózgi, z całych sił próbujemy się czasem wzbić ponad czyste zło.


Dr House: Dlaczego nienawidzisz narkomanów?
Amber: Pan to co innego.
Dr House: Wiem. Jestem boski.
 

 
Dr House: Dlaczego chcesz, żebym to ja leczył tego gościa?
Dr Wilson: Ciśnienie krwi nie odpowiada poziomowi jej krzepliwości.
Dr House: Nie, nie pytałem cię, w jaki sposób zamierzasz wciągnąć mnie w leczenie tego pacjenta. Zapytałem, dlaczego to właśnie ty to robisz.
Dr Wilson: Jest chory, wzrusza mnie.
Dr House: Na świecie jest prawie miliard chorych ludzi, dlaczego akurat on?
Dr Wilson: Ponieważ akurat ten leży na naszym oddziale ratunkowym.
Dr House: Aaa, więc to kwestia odległości. Jak ktoś zachoruje na klatce schodowej, to też powinniśmy się nim zająć.
Dr Wilson: Owszem, ale sprawdziłem klatkę schodową i nikogo tam nie ma.
Dr House: Dobra, bierzemy się za gościa z oddziału ratunkowego.
Dr Wilson: Chwila, dlaczego tak łatwo mi poszło?
Dr House: Wiesz, dlaczego.
Dr Wilson: Bo ciśnienie krwi nie odpowiada poziomowi jej krzepliwości?
Dr House: Tak, to trochę dziwne.


Dr House: Dlaczego ci się wydaje, że świat pogrąży się w chaosie i zniszczeniu, jeśli go zawczasu nie uratujesz?
Dr Wilson: Bo gdy rodzice wysyłali mnie w rakiecie kosmicznej na Ziemię, powiedzieli mi „James, staniesz się mężczyzną pod tym żółtym słońcem...”


Dr House: Dlaczego cię to spotkało?
Eve: Nie chcę o tym rozmawiać.
Dr House: Ani ja. To pech.
Eve: Nie sądzę, że był powód.
Dr House: Jeśli Bóg istnieje, bez powodu pozwolił cię zg***ć i każe utrzymać dziecko.
Eve: Może mnie doświadcza?
Dr House: Krzywdzi cię, żeby ci pomóc. Lepiej tak, niż z nienawiści.


Dr Wilson: Dlaczego czytasz mój program? Przecież nie planujesz robić żadnych prezentacji.
Dr House: Lubię wiedzieć jakie nudy mnie omijają.
 

 
Dr Foreman: Przykro mi, musimy amputować oko.
Pacjentka: Oko?
Dr House: Przed chwilą myślałaś, że umierasz. Ślepota to dobre wieści.


Dr Foreman: Przyniosłem pączek. Kwiaciarnia była zamknięta.
Dr Hadley: Wstawię do wazonu.


Dr House: Przyprowadziłeś chłopaka?
Dr Chase: Uznał, że to dobry pomysł.
Dr Wilson: Musisz wrócić do gry.
Dr House: Na naszym boisku? Do baru zabiera się brzydkich kumpli.
Dr Chase: To nie konkurs piękności.
Dr House: Życie nim jest. Dziewczynki marzą, aby całowane żaby zmieniały się w ciebie.
Dr Chase: Nie wyglądam, aż tak dobrze?
Dr Wilson: Trochę tak.
Dr Chase: Każdy mój związek zawdzięczam układowi kości twarzy?
Dr Wilson: Tylko początki związków.
Dr House: Resztę zawdzięczasz włosom.
Dr Chase: Kobiety nie przejmują się wyglądem tak jak my.
Dr House: Chcesz się założyć? Mów, że jesteś bezrobotny i nie dokładnie rozumiesz co do ciebie mówią. Odpuść też z akcentem. Stawiam stówę, że i tak wyjdziesz z listą kilkunastu chętnych.


Dr House: Przyszłaś z wizytą małżeńską?
Dr Cuddy: Nie jestem w nastroju. Popełniłam krzywoprzysięstwo, sfabrykowałam dowód. Przez ciebie wszyscy stają się gorsi. Jedyna korzyść, że teraz mam cię w ręku. Po wyjściu z kliniki będziesz dwa razy częściej przyjmował w przychodni, dawał wykłady studentom, pomagał znajdować dawców – robił wszystko, co zechcę. Jasne? (House przytakuje).


Dr Foreman (zakrywając mikrofon): Rak wyjaśnia objawy. Jakiś guz w płucu lub nerce, który wyrzucił zakrzep do innego narządu.
Dr House: I boisz się, że guz mógłby to podsłuchać? Zorientuje się, że się na niego czaimy?
 

 
Dr Chase: Rodzice normalnego dziecka pracują, a dziecka specjalnej troski, które kosztuje więcej, zwalniają się i zmieniają ogródek w wybieg terapeutyczny.
Dr Cameron: Gdybyś był upośledzony, spędził byś wiele pięknych chwil z tatą.


Dr Wilson: Rozmawiam z pacjentką.
Dr House: Umiera?
Dr Wilson: Nie.
Dr House: Więc może poczekać.


Dr House: Rozumiem to Twoje życie i masz prawo je niszczyć. Zaczekam.
Dr Wilson: Na co?
Dr House: Aż powiem a nie mówiłem.


Dr House (do Tauba, Hadley i Kutnera rozdając im ogłoszenia): Rozwieście to.
Dr Kutner (czyta ogłoszenie): Małe rottweilery, dzwonić między 23.00 a 5.00... Jej numer domowy?
Dr House: Chciałbym nowego szczeniaczka, poprzedni był smakowity.
 

 
Dr House: Równowaga, narządy, nerwy, płuca, kości, serce.
Dr Wilson: Składniki, z których robi się parówki?


Dr Foreman: Saturacja w normie.
Dr House: Zmieniła się o jeden procent.
Dr Foreman: Mieści się w normie. To normalne.
Dr House: Gdyby jej DNA zmieniło się o jeden procent, byłaby delfinem.


Dr House: Skończ z tym, a praca będzie twoja.
Amber: Jest tam zawarty paragraf typu „Rzucić Wilsona”?
Dr House: To standardowy kontrakt, który podpisuje każdy pracownik.


Stacy: Skoro schrzanił, to czemu go nie wywaliłeś?
Dr House: Bo ma piękne włosy.
Stacy: Coś ukrywasz?
Dr House: Jestem gejem.


Dr Cameron: Słucham pana?
Starszy mężczyzna: Doktorzy dali mi to. (Daje Cameron kartę).
Dr Cameron: Jacy doktorzy?
Starszy mężczyzna: W innym szpitalu. Miesiąc temu.
Dr Cameron (czytając z przerażeniem kartę): Wie pan, co tu jest napisane?
Starszy mężczyzna: Tak.
Dr Cameron: Pacjent ma sześciocentymetrowy guz w płucu prawym, rak nieoperacyjny. Rozumie pan, co to znaczy?
Starszy mężczyzna: Mogę tu przenocować? Na dworze jest zimno.


Dr House: Spokojnie, Cameron, nie mam zamiaru ciebie pociąć. Chcę tylko pokazać, co to maleństwo potrafi. Mogę robić nacięcia z milimetrową dokładnością. Wiesz, ile to jest? Mało nawet w systemie metrycznym. Jeśli zacznę robić coś bez sensu, nawet dla ciebie, zatrzymaj mnie. (Dotyka ramieniem urządzenia policzka Cameron). Delikatne, co? (Podnosi brzeg jej bluzki i pokazuje pępek. Odcina guzik ubrania i pokazuje stanik).
Dr Cameron: House.
Dr House: Boli? (Cameron potrząsa głową).
Dr House (do Vince'a): Naoglądałeś się?
Vince: Nie.
Dr House: To nie było pytanie.
 

 
Dr Cuddy: Stanęliśmy tutaj, żeby House nas nie znalazł?
Dr Wilson: Chyba, że chcesz się całować.
Opis: podczas rozmowy o Housie na szpitalnych schodach.


Dr House (Foremana chce coś napisać na tablicy): Stop. Nie bez powodu nazywają tę tablicę „białą” tablicą.
Dr Foreman Czy mógłbyś w końcu dać mi ten „czarny” pisak?


Dr House: Suche gardło? (Pacjent pokazuje krew na spodniach). To nie toczeń. Nie każdy potrafi operować rozporek. Podnieś w górę i opuść, co jeszcze?
Pacjent: Moja nowa dziewczyna nigdy nie była z facetem, który nie był obrzezany. Spanikowała i...
Dr House: Aha. Więc Ryfka chciała, żeby wszystko było gemütlich. Łapię. To shanda. (Pacjent ściąga spodnie; na twarzy House'a pojawia się przerażenie) Ach!
Pacjent: Akurat miałem kilka noży. No i...
Dr House: Niczym Abraham.
Pacjent: Wysterylizowałem je, myśli pan, że...
Dr House: Przestań gadać. Załatwię chirurga. Żeby Twinkie trafił z powrotem do opakowania.


Dr House: Teraz wyrwiesz mi je z dłoni?
Dr Cuddy: Nie. Sam wybierz, czy chcesz wrócić do narkotyków.
Dr House: Ok. Musisz wiedzieć, że jestem trudny.
Dr Cuddy: Przyszłam zabandażować ci ranę.
Dr House: Dlatego przyszłaś? Foreman cię przysłał?
Dr Cuddy: Nie.
Dr House: Znowu będziesz krzyczeć?
Dr Cuddy: Nie.
Dr House: Kończą mi się pomysły.
Dr Cuddy: Lucas…
Dr House: Świetnie! Pewnie wróciłaś z szybkiego ślubu w Vegas albo już jesteś w ciąży.
Dr Cuddy: Zerwałam z nim.
Dr House: Co?
Dr Cuddy: Utknęłam. Chcę iść naprzód i nie mogę. Mam nowy dom, narzeczonego, a jestem w stanie myśleć tylko o tobie. Muszę wiedzieć, czy uda się to naprawić.
Dr House: Sądzisz, że się da?
Dr Cuddy: Nie wiem.
Dr House: Bo jestem najbardziej porypanym facetem na świecie.
Dr Cuddy: Wiem. I kocham cię. Nie chcę tego, ale nic nie poradzę.